czwartek, 19 czerwca 2014

Życie

Życie to nie zabawa w urządzanie domu,
ani dekorowanie stołu,
Życie nie ma nic wspólnego z rozwojem osobistym i pędem za sukces.
Życie jest tu i teraz.
W obliczu trudnych decyzji,
w samotności,
w szarości dzisiejszego dnia.
Czuję jego słodko- gorzki smak.
Czuje się jak himalaista, który doszedł tam, gdzie wielu nawet nie miałoby odwagi się wybrać.
Mimo to moje serce przepełnia strach...Nie wiem, czy starczy mi sił by zejść ze szczytu, czy moja wyprawa zakończy się sukcesem.
Na szczycie himalaista wie, że w tym miejscu nie może zostać, musi mu jeszcze wystarczyć sił by zejść...Musi iść...Sam.




Trzymajcie kciuki. Jestem na Broad Peak.


niedziela, 25 maja 2014

TOZ

Przerobię troszkę słowa Władysława Bartoszewskiego, które wczoraj przeczytała:

Warto być wrażliwym, choć nie zawsze się to opłaca. Opłaca się być wyrachowanym, ale nie warto.

Myślę, że pan Bartoszewski też by się pod tym podpisał :))

Wrażliwość na krzywdę słabszych miałam w sercu zawsze...Przez jakiś okres trochę ją w sobie tłumiłam. Źle mi z nią było, niemodnie, niepraktycznie, nie na czasie. 
Dojrzałam. 
Zrozumiałam, że nie dana mi była ona od tak sobie...Dostałam ją po coś...Zrozumiałam też, że wcale nie musi ona oznaczać słabości.
Wczoraj zostałam sekretarzem naszego Oddziału TOZ ( Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami,) a jakiś czas temu uzyskałam uprawnienia inspektorskie.
Nie na tytułach mi zależy, ale na faktycznej mocy sprawczej.
 Uprawnienia niech pomogą mi bronić zwierząt i ich praw ( ciągłe jednak bardzo niedoskonale spisanych przez człowieka).
Każda interwencja ( zwłaszcza ta, którą przeprowadzam sama) to dla mnie wielki stres. Denerwuje się, bo wiem, że idę na wojnę, a nie mam duszy wojownika. Chcę być lubiana i miła dla ludzi...Ale miłość do zwierząt czasem to wyklucza.  Spotykam się z agresją, kpiną i głupotą.
Źle to znoszę, ale nigdy się  nie poddaję.
Zdarza się tez, że ku mojemu zaskoczeniu serdeczna, spokojna rozmowa wystarcza by właściciel "burka"  zobaczył w nim żywe, czujące stworzenie, a nie tylko" dziamdające coś" na łańcuchu.

Trzymajcie kciuki. Julita. 


niedziela, 18 maja 2014

Teoria przywiązania


Jestem konstruktorem więzi,
Budowniczym emocjonalnych ścian.
Bez projektu, bez szkicu, bez wzorców, bez wprawy
Nakreślam  jednorazowo, ale starannie.
Konstrukcja musi wytrzymać długie lata,
nieżyczliwe burze, nieobliczalne powodzie, 
ogień głupoty i gradobicie bezsilności.
Inwestuję w nie serce i uciekający czas.
Buduję dom.
Poprawek nie będzie.







Julita.

Ps.
Warto poczytać: Teoria przywiązania

piątek, 25 kwietnia 2014

BYŁO! Nawet jeśli minęło...

Było, minęło. 
Było, więc minęło. 
W nieodwracalnej zawsze kolejności, 
bo taka jest reguła tej przegranej gry. 
Wniosek banalny, nie wart już pisania, 
gdyby nie fakt bezsporny, 
fakt na wieki wieków, 
na cały kosmos, jaki jest i będzie, 
że coś naprawdę było, 
póki nie minęło, 
nawet to, 
że dziś jadłeś kluski ze skwarkami.

W.Szymborska.


...nawet to, że jadłeś jajko z majonezem...:))




















 WSZYSTKIEGO PIĘKNEGO PO ŚWIĘTACH !!!!!
Julita:)

wtorek, 1 kwietnia 2014

Nowy początek

Jeśli nadejdzie kiedyś taki dzień, że przestaną mnie wzruszać falujące na niebie zastępy powracających ptaków... Jeśli kiedyś przestanę nasłuchiwać ich krzyku, oznajmiającego nowy początek - to tego dnia będzie mój koniec...

Póki co JESTEM



Wzruszam się, oddycham i czekam na więcej.

Obserwuję naszego szaleńca


 i wybaczam mu wszystkie szkody jakie wyrządził w naszym domu i nawet to, że dziś nad ranem obudził mnie bawiąc się moimi sznurkami od piżamy, a potem kiedy go pogoniłam zaatakował bimbające na wieszaczku moje wisiory...:)) Szaleniec i wariat ten nasz Lilek.




Od czasu kiedy moja S. nakarmiła nas tortem bezowym - jesteśmy od niego uzależnieni.
Proponuję i Wam się od niego uzależnić. Uzależnienie to piękne, rozkoszne, wykwintne. 
No i zabłysnąć można na spotkaniu rodzinnym...
Efektowny, przepyszny , a jeśli ja go zrobiłam ( i to nie raz) to znaczy, że nietrudny :)) 

Polecam więc zajrzeć tutaj MOJE WYPIEKI



Wszystkiego miłego i wiosennego życzę!!!




I żeby było sprawiedliwie: to nasze starsze, duuużo mniej szalone "kocie dziecko" :))


Julita.

sobota, 15 lutego 2014

Powrót do domu

Dokładnie tydzień temu o 7.00 zapukaliśmy do drzwi własnego domu.

Po ponad tygodniowej nieobecności przywitali nas w nim nasi przyjaciele, pewien mały chłopiec i rozespana Merry. 

Gdzie się znajduje ludzi, którzy opiekują się twoim domem i zwierzętami - jak własnym skarbem?
 Gdzie się znajduje ludzi, którzy kochają twoje "dzieci" jak swoje własne?
 Gdzie w końcu znajduje się ludzi, którzy przygotowują ci pyszne śniadanie, a potem stawiają własnoręcznie upieczony TORT BEZOWY na stole???!!!!!!!!

Nie wiem, nigdy ich nie szukałam- są w moim życiu od zawsze ....
Wiem za to,  gdzie się ich ukrywa : 

na samym dnie serca i trzyma tam do końca życia.


                           


                



...tak jak wspomnienie z cudownej  podróży...

Gran Canaria luty 2014r.

Słońce, wiatr i spokój...





                                     



Wąskie, malownicze uliczki, kawiarenki, restauracje i dobiegające zewsząd pozdrowienie : "Ola !!!"





Mój poranny samotny spacer, właśnie tam: wśród zapachu mocnego espresso, gwaru straganów
z pamiątkami i wszędobylskich promieni słońca...






Pobyć razem, powzdychać, zadziwić się światem...





Chłonąć i wdychać wszystko co łagodne i piękne...












 Ostatniego dnia zjeść obiad- tam gdzie jadło się pierwszy ...





I ze spokojem w sercu, pełną kartą pamięci głowy i aparatu.
Wrócić do domu.

Dobrego weekendu . Julita.






tu i teraz

tu i teraz