sobota, 16 marca 2013

Każdy ma swój Broad Peak


Jeszcze kilka tygodni temu, gdyby ktoś zapytał mnie- co oznaczy ta nazwa, pewnie odpowiedziałabym pytająco- Chleb??? Jakiś Chleb??? Z angielskim u mnie kiepsko...Z niemiecka, więc bym to rozgryzała...
Dziś już wiem, wszyscy wiemy, jak nazywa się ośmiotysięcznik zlokalizowany na granicy Chin i Pakistanu. Broad Peak.
Kibicowałam naszym, cieszyłam się z sukcesu, a później, jak cała Polska, czekałam powrotu...

Cena marzeń wysoka, cena miłości do gór najwyższa... 
Nie oceniam decyzji i podjętego ryzyka. Nie moje życie...Nie moja sprawa.
Szaleńców, którzy w imię pasji, w potwornym mrozie pokonują słabości ludzkiego organizmu, ryzykując wyłącznie swoi życiem szanuję i podziwiam.

Jeśli żyjemy tak jak chcemy, jesteśmy szczęśliwi . Jeśli jesteśmy szczęśliwi, dajemy szczęście innym...Proste.

Ktoś do mnie ostatnio napisał pytając " czy wszystko w porzadku" - bo miała taki zły sen, że: ja, samochód wypadek.... A potem dodała : " tak strasznie płakałam" . 
Mimo przerażającej wizji jaką niósł ów sen najważniejsze było właśnie to zdanie...
Każdy z nas inną drogą idzie na Broad Peak. Każdy w innym czasie tam dotrze...Na mnie pod górą będą czekali przyjaciele...

A dziś? Ciągle jeszcze w emocjach witamy Franciszka. Ależ mnie uspokoił ten wybór, to imię wybrane....
Przyjeciel zwierząt. Teraz Świat musi stać się lepszy...

Miłej niedzieli jutro!!!

Oby nie była tak " wiosenna" jak tydzień temu:))






Pozdrawiam. Julita.

sobota, 2 marca 2013

O sercu - radośnie, a potem na poważnie.

Dzisiaj szanowne Słońce wstało o 6.36, a zaszło o 17.21, choć ja właśnie zza okna widzę tlące się ostatkiem sił jego pomarańczowo- czerwone płomienie, tuż nad horyzontem.


Jakiś czas temu, w pewien walentynkowy wieczór mój mąż przybył do domu z kartonem pełnym....serc.
Tak, tak. Ja w walentynki dostałam nie jedno, drżące ludzkie serce, lecz całą masę serc drewnianych - 
jak się domyślam- wyciętych od serca:)




a oprócz serc od serca dla serca znalazło się w owym kartonie, również coś dla podniebienia:





Kiedy przyjechała do mnie S. próbowałyśmy coś z tych podarowanych mi serc wykreować...
Coś tam nam nawet wyszło, ale ja jakoś do końca nie byłam zachwycona...

I jak to z natchnieniem bywa, przyszło w sobie dogodnym czasie:









a potem powstało kolejne serce:



Pomysły te uruchomiły lawinę innych...w mojej głowie, rzecz jasna. Zobaczymy ile z nich ujrzy światło dzienne. Może w końcu uda mi sie zogranizować tu loteryjkę i obdarować pewnie malutkie, choć  bardzo ważne, grono moich blogowych znajomych:)
 Jestem dobrej myśli!




A teraz znacznie poważniej.


Wczoraj 1 marca obchodziliśmy młodziutkie w swej tradycji ( ustanowione na mocy ustawy z dnia 3 lutego 2011 roku) Święto Żołnierzy Wyklętych.
Nie będę się tu wymądrzać co to za święto i kogo dotyczy, bo myślę, że każdy wczoraj dużo na ten temat usłyszał w radiu i telewizji. 
Mnie samą w zadumę wprowadziła audycja w radiowej jedynce, a więcej informacji doczytałam 
w broszurach, które przyszły do naszego ośrodka i w internecie.

Do dziś pamiętam emocje z jakim czytałam : "Kamienie na szaniec" A. Kamińskiego. To jedna z tych lektur, która bez względu na zdolności dydaktyczne nauczyciela języka polskiego, pozostają w głowie i sercu. 
 Miałam w życiu szczęście do pedagogów z języka polskiego. Zwłaszcza do pani Łukaszczyk z mojej "podstawówki". Wierzyła we mnie jak nikt, cierpliwie pracowała nad ciągle kulejącą ortografią, jakby już wtedy widział, że słowa mają dla mnie wielkie znaczenie.
Zapamiętany wtedy, na ocenę wiersz, mogę dziś w środku nocy powtórzyć z pamięci. 
Nie dlatego, że tak go "szlifowałam", ale dlatego że tak mną wstrząsnął :

Elegia o ... (chłopcu polskim)


Oddzielili cię, syneczku, od snów, co jak motyl drżą,
haftowali ci, syneczku, smutne oczy rudą krwią,
malowali krajobrazy w żółte ściegi pożóg,
wyszywali wisielcami drzew płynące morze.
Wyuczyli cię, syneczku, ziemi twej na pamięć,
gdyś jej ścieżki powycinał żelaznymi łzami.
Odchowali cię w ciemności, odkarmili bochnem trwóg,
przemierzyłeś po omacku najwstydliwsze z ludzkich dróg.
I wyszedłeś, jasny synku, z czarną bronią w noc,
i poczułeś, jak się jeży w dźwięku minut - zło.
Zanim padłeś, jeszcze ziemię przeżegnałeś ręką.
Czy to była kula, synku, czy to serce pękło?
20. III. 1944 r.
Krzysztof Kamil Baczyński. 



15 marca "wchodzi" do kin film " Baczyński" - ja z pewnością go zobaczę.
A posłuchać już dziś proponuję:

Czesław Śpiewa i Mela Koteluk


Pozdrawiam Cieplutko! Do Miłego!




sobota, 2 lutego 2013

...i uporczywie Jej nie ma.















Umrzeć - tego się nie robi kotu.
Bo co ma począć kot
w pustym mieszkaniu.
Wdrapywać się na ściany.
Ocierać między meblami.
Nic niby tu nie zmienione,
a jednak pozamieniane.
Niby nie przesunięte,
a jednak porozsuwane.
I wieczorami lampa już nie świeci.

Słychać kroki na schodach,
ale to nie te.
Ręka, co kładzie rybę na talerzyk,
także nie ta, co kładła.

Coś się tu nie zaczyna
w swojej zwykłej porze.
Coś się tu nie odbywa
jak powinno.
Ktoś tutaj był i był,
a potem nagle zniknął
i uporczywie go nie ma.

Do wszystkich szaf się zajrzało.
Przez półki przebiegło.
Wcisnęło się pod dywan i sprawdziło.
Nawet złamało zakaz
i rozrzuciło papiery.
Co więcej jest do zrobienia.
Spać i czekać.

Niech no on tylko wróci,
niech no się pokaże.
Już on się dowie,
że tak z kotem nie można.
Będzie się szło w jego stronę
jakby się wcale nie chciało,
pomalutku,
na bardzo obrażonych łapach.
O żadnych skoków pisków na początek.



czwartek, 31 stycznia 2013

Wszyscy jesteśmy wariatami

" Nie ma ludzi normalnych, są tylko niezdiagnozowani" 
- podobno, tak zwykła mawiać pewna, znana mi pani psychiatra :))
I chyba coś w tym jest...
Ostatnio wokół mnie sporo rozmów około psychiatrycznych - ale proszę się nie martwić - nie zwariowałam- a przynajmniej tak mi się ciągle wydaje:)))
Zdarzyło się tak, że ktoś potrzebował pomocy specjalisty...  Takiego co to pomaga, gdy dusza ciałem krzyczy.... W całej tej zdawałoby się dramatycznej sytuacji wiele zabawnych chwil...Sama zainteresowana na przemian z płaczem, żartuje sobie z zaistniałego stanu rzeczy dzięki czemu i nam - wtajemniczonym -na sercach lżej...
Śmiać się z kimś łatwiej niż płakać....

 Mam nadzieję, że będzie happy end.... 









Jutro SZANOWNE SŁOŃCE wstanie o 7.15, a zajdzie o 16.39 !!!! Codziennie przybywa nam minut 
w JEGO SZANOWNEJ obecności - bo nawet jeśli za chmurami to JEST!
Tak wiec miłego PIĄTKU!!



niedziela, 27 stycznia 2013

Coś dla serca.



Znalazłam ten moment. Ciszę dla siebie... Potem pojawiło się serce...






 








Pięknej niedzieli życzę. I sił na nadchodzący tydzień!
Julita.


sobota, 19 stycznia 2013

Drzwi

Są drzwi otwarte na oścież, przez które nikt nie przechodzi,
I te zamknięte na cztery spusty, w które pieści łomoczą.
Są drzwi do gabinetów, przez które nigdy nie przejdę,
I drzwi szpitalne, przez które nigdy przechodzić nie chcę.
Są drzwi, przed którymi zimo skamienia twarz,
A za, którymi ciepło wylewa łzy na policzki.
Są drzwi, przed którymi uginają się nogi i mokną dłonie,
A za którymi spada kamień z serca.
I takie, gdzie chwyta się za klamkę bez "proszę".
I takie, gdzie klamki nie ma.
I te, pod którymi zostawia się kwiaty i brudne buty...

Są drzwi, które nie wiem, czy powinnam otworzyć
A jeśli tak, czy na pewno już teraz
Siedzę pod nimi i szukam klucza...w pęku innych rozwiązań....


















Te zdjęcia robiłam dokładnia rok temu...w Katalonii...
Wszystkiego pięknego...Wyłącznie dobrych drzwi:))
Julita.

wtorek, 8 stycznia 2013

Psycholog

Jestem domorosłym psychologiem. 
Ciągle studiuję kierunek: "Julityzm - dlaczego, po co, jak?":))
Zaglądanie w samego siebie ma naprawdę terapeutyczną moc. Bo, żeby pokonać demony trzeba je najpierw dobrze poznać, a żeby je poznać trzeba być tu i teraz..
Potrzeba trochę czasu, aby się tego nauczyć...To proces, który trwa i pewnie nigdy się nie kończy, ale im dalej w głąb siebie tym bliżej własnej ciszy... Cisza jest ukryta tam, gdzie tylko my sami dotrzeć możemy...
" Zośka " w mojej pracy znalazła się na zakręcie...O dziwo w pracy znalazła zrozumienie i pełne zaangażowanie kilku jak się okazało bardzo mądrych osób...Ktoś zadzwonił, gdzie trzeba, inny co godzinę odbiera telefony i po raz setny wysłuchuje tych samych słów i chlipania do słuchawki, ktoś podarował kilka książek...Jedną z nich pożyczyłam.... i analizuję:)
Polecam.




Dobranoc. Miłego dnia jutro. Spokojnego:  oddychania, słuchania i mówienia - bycia.
Julita:)



tu i teraz

tu i teraz