środa, 9 grudnia 2015

miauuuu



...i kocię mi się okociło przed Świętami:))





                                                                    Pozdrawiam. Julita:))

czwartek, 3 grudnia 2015

nie na temat...

Tuż przed Świętami Bożego Narodzenia "wykluły" mi się, nie renifery, nie choinki, nie gwiazdki, 
ale ptaszki:))

Takie to anomalia :))





Pozdrawiam:)))

czwartek, 26 listopada 2015

Polecam

Dostałam ten link dzisiaj od fajnej, młodej dziewczyny.
Dużo ostatnio myślę, jak wygląda nasz świat (kraj), co się z nim złego dzieje... Nie wiem czy uda nam się zmienić kierunek, który obrał... Ale jeśli nie nam, to może naszym dzieciom.
POLECAM
http://mataja.pl/2015/11/o-wielkiej-sile-ktora-odbieramy-dzieciom/

wtorek, 24 listopada 2015

Nasza Inspiracja :))



Anieleńka niedługo skończy roczek :)
Wracają wspomnienia:)
Myślę o tym, jak dobrze, że się uparłam przy swoim kiedy w natłoku sugestii, porad między wierszami, postanowiłam w pierwszym okresie życia dać mojemu dziecku harmonię i spokój, ciszę i delikatność...
Podejrzenia o to, że Anielka spędzająca czas wyłącznie pod opieka rodziców, w spokojnej domowej atmosferze, rządzącej się swoim codziennym rytmem, nie "podrzucana" babciom, ciociom na godzinkę, dwie lub dłużej, będzie odludkiem i wystraszonym dzieckiem, nie spełniły się. 
Spokojem, ciszą, delikatnością zbudowaliśmy jej silną bazę poczucia własnej wartości i bezpieczeństwa. Warto było zainwestować ten czas we własne dziecko:))
 Nasza radosna, ciągle uśmiechnięta dziewczynka każdego dnia zdobywa swoje nowe szczyty.
Nie boi się obcych, jest bardzo rozmowna i otwarta. Jest cudowna!!!
Potwierdziły sie słowa kochanej pani położnej, która odwiedzała nas w domu w pierwszych tygodniach: "...nie słuchać niczyich rad, kierować się sercem matki."

Kolejna ważna pani w naszym życiu, to dyrektor ośrodka adopcyjnego. Jej słowa tez grają mi 
w głowie: "Każde dziecko jest jak ziarenko: na jaki grunt trafi, jak będzie pielęgnowane - tak wyrośnie."
Patrzę na Anieleczkę i kiwam głową, bo widzę, jaka ona nasza, jak nami przesiąknięta i jak my przesiąknięci Nią.

Wszystko co teraz robimy, o czym myślimy jest dla Niej.

Tatuś w garażowym zaciszu zbudował ze starych prostych regałów piękny mebel do pokoju swojej Księżniczki,





 a mamusia wyskubała chwilkę czasu, na zajączka pełnego miłości:)))






Pozdrawiamy serdecznie. Julita.

Ps. Trochę tu ( na blogu)  się zaróżowiło - tak samo jak w naszym życiu:)))

piątek, 30 października 2015

W drodze do domu


Byłam wczoraj u Babci.
Zapaliłam świeczkę.
 Rok temu krążyliśmy między szpitalem, a domem, myśląc o Niej, martwiąc się, płacząc. 
Odeszła 16 listopada. 
Musiało upłynąć kilka miesięcy, żebym poczuła jak bardzo odeszła... 
Kiedy TAM szła, po drodze minęła moją Anielę, która szła w dokładnie przeciwnym kierunku. Szła do mnie, do nas. Dała Jej buziaka na drogę... Na dobrą drogę do DOMU.
 Jestem pewna, że tak było. Jestem pewna.

Julita.

czwartek, 8 października 2015

Ciśśś

Ciśśś, śpi. ..
Nasza Kruszynka, nasze Serduszko, nasza Miłość.

Malutki Okruszek, który odmienił nasze życie. Słoneczko, które odmieniło nas.

Dziś zasnęła zaraz po kąpieli i mleczku, żeby potem po ok pół godzinie obudzić się, usiąść 
w łóżeczku i przywitać zbliżającego się tatę  wielgachnym uśmiechem, i tym uśmiechem przekonać, żeby otulić Ją kołderką, wziąć na ręce i zanieść brykającą w podskokach w ramionach rodzica 
do salonu przed telewizor.
Potem znowu do łóżeczka...Śpi. A po pół godziny - powtórka - tym razem w ramionach mamy :))

Wiem, wiem ...to niepedagogiczne:)) Ale jakie piękne.
Siedzimy potem przed telewizorem w trójkę. Pysiulka wtulona w nas, łapie na zmianę za rękę to mnie, to Dawida. Całuskujemy Ją i głaszczemy ... Mogę tak bez końca.



Chciałam napisać post o "trudach", żeby być uczciwą wobec innych mam... Bo wszystkie wiemy,
 że czasem jest ciężko: bolą plecy, kręci się w głowie po kilku nieprzespanych nocach, bałagan wygląda z każdego kąta domu...
Chciałam wytłumaczyć dlaczego o tym nie piszę. 
Bo nie warto .
Nie warto tym sobie zajmować głowy, kiedy codziennie dotyka się cudu!




A tak dla równowagi polecam obejrzeć :))) I złapać dystans:)))
Ubawiłam się do łez:)))



piątek, 2 października 2015

Jestem w domu


"Teraz w końcu czuję, że jestem w domu" - powiedziałam do mojego męża, kilka tygodni temu. Miałam na myśli naszą wieś, naszych sąsiadów i innych jej mieszkańców. Czuję się częścią tej społeczności - jak nigdy dotąd. Jak nigdy dotąd, jest mi tu dobrze...

Ale im dłużej przyglądam się sobie tym bardziej przekonuje się, że jestem też w swoim wewnętrznym domu... Zwolniłam, nie pędzę... Moja Córeczka uczy mnie obserwowania świata, zatrzymywania się przy geście i chwili... Oddycham spokojniej. Nauczyłam się spacerować - nie biegać i nauczyłam się  " marnować " czas na całuskowanie, przytulanie, hihranie...
Więc jakby ktoś mnie szukał - jestem w DOMU:)



Julita.

tu i teraz

tu i teraz