niedziela, 26 lipca 2015

Rzeczy święte

 Prawie siedem miesięcy jesteśmy rodzicami. 
Ja ciągle jednak nie przestaje się wzruszać, nie przestaje dziękować Bogu, losowi, zbiegom okoliczności, przeznaczeniu  za nasze Szczęście.
 Kiedy wracam  myślami do pierwszego spotkania z naszą Córeczką, kiedy chce komuś opowiedzieć jak to było - zawsze płaczę... Tyle szczęścia, tyle pięknych emocji...

Kiedy przychodzi do domu dziecko warto  "zaryglować okna i drzwi",  warto powyłączać telefony
 i zgubić ładowarki do komórek... 
Pierwsze chwile z upragnionym dzieckiem są magiczne, bardzo intymne, ja zwykłam mówić, że ŚWIĘTE.
 Potem trzeba, najpierw zrozumieć,  a później nauczyć się, że oto stworzyło się dom ...
Sedno życia, początek Czyjejś drogi, początek wszystkiego. 
 Domu zaś trzeba strzec i kluczy doń też..







Moc uścisków. Julita

wtorek, 26 maja 2015

Moja Miłość



Dom dla mojej Córki

Jak dobrze, że przyszłaś Córeczko,
Nastawiłam już wodę na tysiące naszych rozmów przy herbacie.
Jak dobrze, że przyszłaś Córeczko,
Posłałam już Twoje łóżko, dobrymi snami i błogimi powrotami do domu.
Jak dobrze, że przyszłaś Córeczko,
Umyłam Twoje okna, są teraz czyste i szeroko otwarte na świat.
Jak dobrze, że przyszłaś Córeczko,
Upiekłam ciasto z siły i odwagi. Będziemy wielkimi kęsami jeść je co dnia.
Dobrze, że przyszłaś Córeczko.
Dobrze, że tamta kobieta...
Mój Boże!!!  Jak dobrze!!!

26.05. 2015r. Mama








Prawie pięć miesięcy jesteśmy rodzicami. Najszczęśliwszymi ludźmi pod Słońcem.
Pozdrawiamy serdecznie i dziękujemy za  o nas pamiętanie...:)))

poniedziałek, 22 grudnia 2014

Spróbujmy się puścić...

Depresyjny niedowiarek i malkontent za radą przyjaciół- ufających, że majestat, cisza i piękno gór uzdrowią jego chorą duszę- udał się na samotną górską wędrówkę. Oczywiście nic mu się nie podobało. Utyskiwał, że za wysoko, że niebezpiecznie, że za cicho, samotnie i nudno. Oddał się więc przyjemności myślenia o tym, jak po powrocie wygarnie przyjaciołom, co za głupi mieli pomysł. Nim tak się stało, potknął się, zachwiał i niechybnie spadłby w przepaść, gdyby nie krucha roślinka, której uchwycił się w ostatniej chwili. Wiedząc, że długo nie utrzyma jego ciężaru, po raz pierwszy w życiu zwrócił się do Boga: " Boże, uratuj mnie, uratuj!". Bóg odpowiedział mu: " Chętnie, ale jestem bezradny, bo we mnie nie wierzysz". Malkontent w krzyk: "Wierzę! I zawsze będę wierzył, tylko mnie uratuj". na to Bóg z ulgą: "Skoro tak, to nie ma problemu. Jeśli we nie naprawdę uwierzyłeś, możesz się puścić".

Charaktery . Grudzień 2014

                                                         PIĘKNYCH ŚWIAT!






Julita.
                                                      ...

niedziela, 14 grudnia 2014

Adopcja i Święta Bożego Adoptowania.

Święty Józef powinien być patronem rodziców adopcyjnych i zastępczych.
 Tę myśl podchwyciłam chyba z książki "Wieża z klocków"  Katarzyny Kotowskiej .
( Jeśli nie -to autorkę przepraszam. )
Józef nie był biologicznym ojcem Jezusa...A przecież...Przecież wszyscy dobrze znamy dalszy ciąg tej historii.


My tak jak Józef wtedy...Czekamy na "Narodzenie" .
Przygotowaliśmy już dom i serca.


















Pozdrawiam. Julita.

poniedziałek, 1 grudnia 2014

Uwaga Uwaga!

Donoszę radośnie - ANIOŁY ISTNIEJĄ!!!


Rozmawiają z Księżycem, Kotami i wszelkim stworzeniem.

Malują słowem, pędzlem i sercem.

Późnym poniedziałkowym wieczorem niespodziewanie potrafią sprawić wielką radość!!!

A gdzie mieszkają? TUTAJ

Jolu DZIĘKUJEMY!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!





niedziela, 30 listopada 2014

ADOPCJA- mój Broad Peak

W sierpniu ubiegłego roku wyruszyliśmy w drogę.
Formalności, badania psychologiczne, szkolenia. A potem, 9 lipca 2014 r. pozytywna kwalifikacja.
Wszystko to było do przejścia, do przeżycia. Najtrudniejszą drogę pokonywaliśmy we własnych wnętrzach, we własnych głowach i sercach. Moje myślenie o adopcji przed szkoleniem, a po nim zmieniło się -  może nie o 180 stopni, ale o jakieś 90 na pewno.
Czy się baliśmy ? Czy chcieliśmy zawrócić? Tak, baliśmy się, ale nigdy nie chcieliśmy zawrócić.
Ja kilka razy zwątpiłam - ale nie w drogę, którą obraliśmy.  Zwątpiłam w siebie... Na szczęście mam zawsze blisko ludzi, którzy nigdy we mnie nie wątpią...
Podnosiłam się, ocierałam łzy. " Idę", " Dam radę" - szeptałam w duchu. "Przecież idę po swoje Dzieci."
Broad Peak zdobyty.
Siedzimy na samiutkim szczycie i czekamy na nasze Dzieci.

Raz już nam się zdawało, że słyszymy Ich głosy.  Zerwaliśmy się do biegu - na spotkanie z Nimi.
Ale to nie były nasze Dzieci... To wiatr na szczycie boleśnie sprawdzał naszą czujność.

Kiedy już przyjdą, kiedy już Je poznamy -Weźmiemy  Je na ręce i bardzo powolutku, bardzo ostrożnie,  cierpliwie i spokojnie zaczniemy schodzić ze szczytu.. I wtedy nie będzie nam już wolno zwątpić w siebie ... Na rękach będziemy nieśli nasze Dzieci. Pewnie dużo bardziej zmęczone i przestraszone  niż my... Będziemy musieli bezpiecznie wrócić z nimi do ICH  domu.




Chciałam pisać osobnego bloga o naszej drodze adopcyjnej. Zrezygnowałam z dwóch powodów: pierwszy, prozaiczny - ciągle brakuje mi czasu. A drugi to ten, że postanowiłam zawsze pisać szczerze. A kłębią się we mnie czasem takie emocje i myśli, których sama w sobie nie akceptuję, więc jak mogłabym liczyć, że zaakceptuje je Ktoś czytający mnie tutaj? Może jak to już przejdę , jak dojrzeję i się sama rozgrzeszę...? Na razie tu będę pisała. Tyle ile potrafię, ile czuję, że mogę.
Dziękuję za Waszą obecność.


Tego Anioła wysłaliśmy do naszego Ośrodka Adopcyjnego w sierpniu - ma pomóc odnaleźć nasze Dzieci.



Julita.

tu i teraz

tu i teraz