wtorek, 26 maja 2015

Moja Miłość



Dom dla mojej Córki

Jak dobrze, że przyszłaś Córeczko,
Nastawiłam już wodę na tysiące naszych rozmów przy herbacie.
Jak dobrze, że przyszłaś Córeczko,
Posłałam już Twoje łóżko, dobrymi snami i błogimi powrotami do domu.
Jak dobrze, że przyszłaś Córeczko,
Umyłam Twoje okna, są teraz czyste i szeroko otwarte na świat.
Jak dobrze, że przyszłaś Córeczko,
Upiekłam ciasto z siły i odwagi. Będziemy wielkimi kęsami jeść je co dnia.
Dobrze, że przyszłaś Córeczko.
Dobrze, że tamta kobieta...
Mój Boże!!!  Jak dobrze!!!

26.05. 2015r. Mama








Prawie pięć miesięcy jesteśmy rodzicami. Najszczęśliwszymi ludźmi pod Słońcem.
Pozdrawiamy serdecznie i dziękujemy za  o nas pamiętanie...:)))

poniedziałek, 22 grudnia 2014

Spróbujmy się puścić...

Depresyjny niedowiarek i malkontent za radą przyjaciół- ufających, że majestat, cisza i piękno gór uzdrowią jego chorą duszę- udał się na samotną górską wędrówkę. Oczywiście nic mu się nie podobało. Utyskiwał, że za wysoko, że niebezpiecznie, że za cicho, samotnie i nudno. Oddał się więc przyjemności myślenia o tym, jak po powrocie wygarnie przyjaciołom, co za głupi mieli pomysł. Nim tak się stało, potknął się, zachwiał i niechybnie spadłby w przepaść, gdyby nie krucha roślinka, której uchwycił się w ostatniej chwili. Wiedząc, że długo nie utrzyma jego ciężaru, po raz pierwszy w życiu zwrócił się do Boga: " Boże, uratuj mnie, uratuj!". Bóg odpowiedział mu: " Chętnie, ale jestem bezradny, bo we mnie nie wierzysz". Malkontent w krzyk: "Wierzę! I zawsze będę wierzył, tylko mnie uratuj". na to Bóg z ulgą: "Skoro tak, to nie ma problemu. Jeśli we nie naprawdę uwierzyłeś, możesz się puścić".

Charaktery . Grudzień 2014

                                                         PIĘKNYCH ŚWIAT!






Julita.
                                                      ...

niedziela, 14 grudnia 2014

Adopcja i Święta Bożego Adoptowania.

Święty Józef powinien być patronem rodziców adopcyjnych i zastępczych.
 Tę myśl podchwyciłam chyba z książki "Wieża z klocków"  Katarzyny Kotowskiej .
( Jeśli nie -to autorkę przepraszam. )
Józef nie był biologicznym ojcem Jezusa...A przecież...Przecież wszyscy dobrze znamy dalszy ciąg tej historii.


My tak jak Józef wtedy...Czekamy na "Narodzenie" .
Przygotowaliśmy już dom i serca.


















Pozdrawiam. Julita.

poniedziałek, 1 grudnia 2014

Uwaga Uwaga!

Donoszę radośnie - ANIOŁY ISTNIEJĄ!!!


Rozmawiają z Księżycem, Kotami i wszelkim stworzeniem.

Malują słowem, pędzlem i sercem.

Późnym poniedziałkowym wieczorem niespodziewanie potrafią sprawić wielką radość!!!

A gdzie mieszkają? TUTAJ

Jolu DZIĘKUJEMY!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!





niedziela, 30 listopada 2014

ADOPCJA- mój Broad Peak

W sierpniu ubiegłego roku wyruszyliśmy w drogę.
Formalności, badania psychologiczne, szkolenia. A potem, 9 lipca 2014 r. pozytywna kwalifikacja.
Wszystko to było do przejścia, do przeżycia. Najtrudniejszą drogę pokonywaliśmy we własnych wnętrzach, we własnych głowach i sercach. Moje myślenie o adopcji przed szkoleniem, a po nim zmieniło się -  może nie o 180 stopni, ale o jakieś 90 na pewno.
Czy się baliśmy ? Czy chcieliśmy zawrócić? Tak, baliśmy się, ale nigdy nie chcieliśmy zawrócić.
Ja kilka razy zwątpiłam - ale nie w drogę, którą obraliśmy.  Zwątpiłam w siebie... Na szczęście mam zawsze blisko ludzi, którzy nigdy we mnie nie wątpią...
Podnosiłam się, ocierałam łzy. " Idę", " Dam radę" - szeptałam w duchu. "Przecież idę po swoje Dzieci."
Broad Peak zdobyty.
Siedzimy na samiutkim szczycie i czekamy na nasze Dzieci.

Raz już nam się zdawało, że słyszymy Ich głosy.  Zerwaliśmy się do biegu - na spotkanie z Nimi.
Ale to nie były nasze Dzieci... To wiatr na szczycie boleśnie sprawdzał naszą czujność.

Kiedy już przyjdą, kiedy już Je poznamy -Weźmiemy  Je na ręce i bardzo powolutku, bardzo ostrożnie,  cierpliwie i spokojnie zaczniemy schodzić ze szczytu.. I wtedy nie będzie nam już wolno zwątpić w siebie ... Na rękach będziemy nieśli nasze Dzieci. Pewnie dużo bardziej zmęczone i przestraszone  niż my... Będziemy musieli bezpiecznie wrócić z nimi do ICH  domu.




Chciałam pisać osobnego bloga o naszej drodze adopcyjnej. Zrezygnowałam z dwóch powodów: pierwszy, prozaiczny - ciągle brakuje mi czasu. A drugi to ten, że postanowiłam zawsze pisać szczerze. A kłębią się we mnie czasem takie emocje i myśli, których sama w sobie nie akceptuję, więc jak mogłabym liczyć, że zaakceptuje je Ktoś czytający mnie tutaj? Może jak to już przejdę , jak dojrzeję i się sama rozgrzeszę...? Na razie tu będę pisała. Tyle ile potrafię, ile czuję, że mogę.
Dziękuję za Waszą obecność.


Tego Anioła wysłaliśmy do naszego Ośrodka Adopcyjnego w sierpniu - ma pomóc odnaleźć nasze Dzieci.



Julita.

niedziela, 23 listopada 2014

ADOPCJA - oczekiwanie

Bajka dla naszych Dzieci

Wyruszyli razem w drogę
Dawid z żona swą drobniutką.
Wyruszyli o poranku,
Bezszelestnie, po cichutku.

Prowadziło ich Słoneczko,
Co na niebie pięknie świeci.
Wskazywało promieniami,
Gdzie odnajdą swoje Dzieci.

Wiatr im szumiał piękne pieśni,
Ptaszki melodię ćwierkały.
Szli trzymając się za ręce,
Tam gdzie dzieci ich czekały.

Aż tu nagle przyszła burza,
Słonko chmurą zasłoniła.
"Kto nam teraz wskaże drogę?"
Żona bardzo się zmartwiła.

Długo nie musieli czekać,
Nadleciała wnet Jaskółka.
" Ja was teraz poprowadzę,
Ja Jaskółka przyjaciółka!"

Nie zważając już na burzę,
za Jaskółką podążyli.
Ile dni i ile nocy szli
Już wcale nie liczyli.

Dni mijały i miesiące 
Przyszła jesień, potem zima.
Pożegnała ich Jaskółka:
"Lecę tam gdzie mrozu nie ma".

Żona łzami się zalała,
Wśród wichury i zamieci
"Mężu proszę , ty mi powiedz:
Jak znajdziemy nasze Dzieci?"

Mąż strapiony ją przytulił,
 Nie powiedział ani słowa,
Tylko jakoś w sercu poczuł,
Żeby szukać znów - od nowa.

Nagle myśl ich dwoje naszła,
Serca mocniej im zabiły.
Jakby jakiś anioł z nieba 
dodał wiary, dodał siły.

"Teraz pytać nie będziemy, 
Ani słońca, ani ptaków.
W swoich sercach odnajdziemy
drogę do tych naszych Skarbów!"

Jak poczuli, tak sie stało
Serce drogę im znaczyło.
Prowadziła ich największa,
Najpiękniejsza w świecie miłość.

Zanim zmęczyć się zdążyli,
 Już pod domem Wróżek stali.
Wróżki były w domu z dziećmi,
Wszyscy tam na nich czekali.

Uściskali swoje Dzieci.
Całowali, przytulali.
Radość ich nie miała końca,
A z radości aż płakali.

Pożegnali dobre Wróżki.
Dzieci z rąk nie wypuszczali.
I wraz z nimi przeszczęśliwi 
wprost do domu się udali.






Pozdrawiam. Julita.


tu i teraz

tu i teraz